We were unable to load Disqus. If you are a moderator please see our troubleshooting guide.

Nadia • 11 months ago

Ja w sumie myślę o Killmongerze i jego planie wyposażenia w broń. W sumie CIA właśnie tak destablizuje państwa, choćby Afganistan, więc mimo wszystko to się wydaje dość spójne.
Z resztą opinii się zgadzam. I o rajuniu, jakbym teraz robiła Nyalę na pewno byłaby powiązana z Wakandą. :D

Wampir • 11 months ago

Kamil, twoja chwila lub na wczoraj trwa tygodnie. Gdzie obiecana przygoda ja się pytam? Jesteś mało wiarygodny. Nawet publiczne obiecywanie w dwóch podcastach nie pomaga. Czuję się zawiedziony. Never make a promise you can't keep.

Kamil Borek • 11 months ago

Cóż, moje szanse w wyborach samorządowych właśnie drastycznie spadły.

Przygoda będzie, jak przestanę pracować 12 godzin na dobę, czyli jeszcze na pewno nie w najbliższym tygodniu.

Agnieszka • 11 months ago

W komiksie "Avengers: Infinity War Prelude" wytłumaczyli co się działo po "Civil War" i dlaczego taki jeden nie jest tam gdzie część ludzi myślała, że będzie :) tutaj jest opis http://marvelcinematicunive...

ps: czy da się jakoś ukrywać spoilery w komentarzach? Chciałam zrobić rozwijany komentarz i nie wyszło to zedytowałam.

Mysza • 11 months ago

Disqus chyba nie pozwala robić rozwijanych komentarzy. Najlepiej po prostu oznaczyć spoiler np. [UWAGA SPOILER] i tyle ;)

Konrad Murawski • 11 months ago

Myślałem, że kino dla was jest czymś ważnym. Nie rozumiem więc komentarzy typu potrzebujemy więcej kobiet reżyserów. Czy dla kinomaniaka nie jest ważne, aby reżyser był dobry - kogo obchodzi czy był on biały, czarny albo jaką miał płeć. Film jest albo dobry albo zły i to najczęściej przez reżysera. Czy to czasem nie jest objaw mizoandrii z waszej strony? Szczególnie od tej żeńskiej części ;-)
https://pl.wikipedia.org/wi...

Mysza • 11 months ago

A dlaczego więcej kobiet reżyserów miałoby być czymś złym? I skąd założenie, że nie byłyby dobrymi reżyserami/nie kręciłyby dobrych filmów? Jeśli - zgodnie z twoją logiką - płeć ani rasa (czy ekstrapolując: religia, pochodzenie, orientacja czy światopogląd) nie są istotne, to co by komu zaszkodziło więcej kobiet reżyserów?

Właśnie dlatego, że kino, jako zarówno okno na świat, jak i jego odzwierciedlenie, jest dla mnie ważne, zależy mi, aby kobiety odgrywały w Hollywood (i nie tylko) istotną rolę. I to bynajmniej nie wyłącznie za kamerą.
Każdy człowiek jest inny, podobnie jak każdy twórca. A im więcej mamy zróżnicowanych głosów - zarówno za kamerą (reżyseria, scenariusz, ekipa techniczna), jak i przed nią - tym więcej mamy ciekawych, różnorodnych historii i punktów widzenia. Świat jest wielki, kolorowy i niesamowicie zróżnicowany. Dlaczego tego nie pokazać?

Sugerujesz mi mizandrię? Zastanów się dlaczego tak Cię boli myśl o większej liczbie kobiet reżyserów, czy w ogóle kobiet w Hollywood, że czujesz potrzebę już pod drugim odcinkiem wykłócać się o swój punkt widzenia (mimo, mam wrażenie, relatywnej pewności, że nas nie przekonasz).

Konrad Murawski • 11 months ago

"skąd założenie, że nie byłyby dobrymi reżyserami/nie kręciłyby dobrych filmów"
Nic takiego nie zakładam, ale ty w podkaście nawołujesz do tz. pozytywnej dyskryminacji (positive discrimination). To jest oksymoron, którego używają lewicowcy. Dyskryminacja nigdy nie jest pozytywna.

Powiedzmy, że masz rację i że mężczyźni w przeszłości dyskryminowali kobiety i utrudniali im podjęcie pracy reżysera. Wyobraź sobie: studia kończy nowy rocznik, a ty zatrudniasz kobietę, bo w przeszłości były dyskryminowane, a tym samym dyskryminujesz mężczyznę, który też właśnie ukończył te studia. Inaczej mówiąc karzesz tego potencjalnego reżysera za coś co zrobili w przeszłości inni ludzie.

"Sugerujesz mi mizandrię? Zastanów się dlaczego tak Cię boli myśl o większej liczbie kobiet reżyserów, czy w ogóle kobiet w Hollywood, że czujesz potrzebę już pod drugim odcinkiem wykłócać się o swój punkt widzenia (mimo, mam wrażenie, relatywnej pewności, że nas nie przekonasz)."
to ty nawołujesz do dyskryminowania mężczyzn ubiegających sie o pracę reżysera, ja niczego takiego nie twierdziłem - wręcz przeciwnie napisałem:
"Czy dla kinomaniaka nie jest ważne, aby reżyser był dobry - kogo obchodzi czy był on biały, czarny albo jaką miał płeć."
Dlaczego mój komentarz nazywasz wykłócaniem się. Czy nie wolno mi przedstawić swojego punktu widzenia jak to zrobiliście wy? Zauważ, że zamiast podawać argumenty zaczęłaś atakować moją osobę.
https://pl.wikipedia.org/wi...

Mysza • 11 months ago

Nawołuję do dawania kobietom takich samych szans, jakie mają w Hollywood mężczyźni. A ze względu na systemowe, finansowe i społeczne preferowanie mężczyzn na decyzyjnych stanowiskach (ie. reżyser, producent) uważam, że obecnie kobiety takich szans nie mają. To, co ty nazywasz "pozytywną dyskryminacją" (i nie jest to termin "lewacki", a akademicki i prawny) ja nazywam akcją afirmatywną (affirmative action).

Pomijając protekcjonalność zwrotu "powiedzmy, że masz rację", i przyjmując Twój hipotetyczny scenariusz: jeśli rocznik kończy równie wykwalifikowany mężczyzna i równie wykwalifikowana kobieta, affirmative action pozwali mi właśnie zatrudnić kobietę ("employers can choose to hire candidates from under-represented groups provided that they are as qualified for the role as other applicants.").
Zakładając, że zrobię to wyłącznie dlatego, że jest kobietą, znów uciekasz od pytania: "Skąd założenie, że nie byłyby dobrymi reżyserami/nie kręciłyby dobrych filmów". I za nic nie karzę mężczyzny - wciąż ma szansę dostać zatrudnienie, tylko (w Twoim przykładzie) akurat nie u mnie. Biorąc pod uwagę lepszą sytuację mężczyzn na rynku pracy (nie tylko w Hollywood) sądzę, że prędko zdołą ją znaleźć.

Ponownie: nie nawołuję do dyskryminacji mężczyzn. Jeśli do czegokolwiek "nawołuję" to do dawania kobietom równych szans.

Nazywam to "wykłócaniem" ponieważ nie wiem, jaki masz cel w dyskutowaniu z nami. Wymiana poglądów - nawet przeciwnych - to jedno, ale w Twoich wypowiedziach widzę przede wszystkim próbę udowodnienia nam, że nie mamy racji (a co za tym idzie: ty ją masz). Nie wiem, czemu próbujesz nas przekonać do czegoś w czym zwyczajnie fundamentalnie się nie zgadzamy i zgadzać nie będziemy. Tym bardziej, że od argumentów ad personam zacząłeś sam ("Czy to czasem nie jest objaw mizoandrii z waszej strony? Szczególnie od tej żeńskiej części ;)").

Konrad Murawski • 11 months ago

"Tym bardziej, że od argumentów ad personam zacząłeś sam Czy to czasem nie jest objaw mizoandrii z waszej strony?"
Po pierwsze dodałem uśmieszek, a po drugie opierałem się na twojej wypowiedzi, w której wyraźnie wskazywałaś, że trzeba dać pracę kobiecie, czyli inaczej mówiąc nawoływałaś do dyskryminacji mężczyzn, czyli postępowałaś zgodnie z definicją mizoandrii. Tymczasem ty zarzuciłaś mi rzeczy o których nigdy nie pisałem. Zauważ, że ty nawołujesz do dyskryminacji, ja do równości.

"w Twoich wypowiedziach widzę przede wszystkim próbę udowodnienia nam, że nie mamy racji (a co za tym idzie: ty ją masz). Nie wiem, czemu próbujesz nas przekonać do czegoś w czym zwyczajnie fundamentalnie się nie zgadzamy i zgadzać nie będziemy"
po pierwsze - powiedz mi dlaczego ty masz prawo do wypowiadania się w kwestii zatrudniania, a mi tego nie wolno?
po drugie - to prawda, że się nie zgadzamy i to prawda, że uważam, że mam rację, ty uważasz podobnie (że masz rację), ale w odróżnieniu od ciebie ja mam nadzieję, że logiczne argumenty was przekonają

Co do affirmative action, w UK mieliśmy świetny tego przykład - jakiś "aktywista" doszedł do wniosku, że za mało kobiet idzie studiować chemię, dlatego nakazano przyjmować po 50%. Wiele kobiet rzeczywiście poszło na tą chemię, ale wiele z nich porezygnowało po roku. Skończyło się na tym, że mężczyźni, którzy naprawdę chcieli tam pójść nie mogli. Zamiast nich poszły zachęcone kobiety, które po jakimś czasie stwierdziły, że to jednak nie dla nich. Ostatecznie studia trzeba było pozamykać, z powodu małej liczby studentów i zabrakło przyszłych pracowników w przemyśle chemicznym. Tak wygląda naprawianie świata ;-)

Lubię słuchać waszego podkatu. Po prostu nie macie racji w kwestiach ekonomicznych i politycznych. Trzymajcie się tego na czym się znacie.

Mysza • 11 months ago

Aha, czyli skoro mnie obrażasz, sugerując mi mizandrię, ale dodałeś uśmieszek, to wszystko jest ok? Pozwolę sobie także zareagować emotikonem: XD
Fascynuje mnie upór z jakim wmawiasz mi coś, czego nie miałam na myśli. Być może nie wyraziłam się dość jasno w trakcie nagrania - postaram się pamiętać o tym na przyszłość. Niemniej nie nawoływałam (serio? Stałam z rozwianym włosem i wiodłam lud na barykady?) do dyskryminacji.
Nie nazwałabym również Twojego konsekwentnego ignorowania systematycznej dyskryminacji kobiet jako "nawoływania do równości". Najwyraźniej musimy się pogodzić z tym, że mamy różne definicje pewnych pojęć.

Masz prawo wypowiadać swoje zdanie. Nie zdziw się jednak, jeśli Twoje słowa będą trafiać w próżnię. Zwłaszcza jeśli będziesz dalej sugerował, że "w odróżnieniu od ciebie" nie stosuję w swojej argumentacji logiki.

A skoro o logice mowa: mylisz affirmative action z parytetami.

Mam nadzieję, że wiesz, iż sugerowanie prowadzącym, że mają się trzymać tego na czym się znają niezmiernie ograniczy zawartość podcastu? Chociażby dlatego, że nie uznajemy się za znawców popkultury - ot, lubimy ją wspólnie omawiać i sprawia nam to frajdę. I choć mogę mówić tylko za siebie, śmiem twierdzić, że zdanie jednej osoby nie powstrzyma mnie (nas) od zawierania w podcaście moich (naszych) poglądów i opinii. Nieważne jak bardzo, zdaniem niektórych, są one mylne.

Konrad Murawski • 11 months ago

"czyli skoro mnie obrażasz, sugerując mi mizandrię, ale dodałeś uśmieszek, to wszystko jest ok"
jeżeli fakty cię obrażają...

"Niemniej nie nawoływałam (serio? Stałam z rozwianym włosem i wiodłam lud na barykady?) do dyskryminacji"
A jak nazwiesz nawoływanie, aby kolejny film zrobiła kobieta? Jest to tz. "pozytywna" dyskryminacja.

"Nie nazwałabym również Twojego konsekwentnego ignorowania systematycznej dyskryminacji kobiet jako "nawoływania do równości""
Nic nie napisałem o dyskryminacji kobiet w przemyśle filmowym - ani jednego słowa - krytykowałem twoje nawoływani do dyskryminacji mężczyzn.

Oczywiście macie prawo do wyrażania swoich opinii, a ja mam prawo je krytykować za logiczne błędy.
Twój błąd polega na tym, że widzisz rezultat - mało kobiet reżyserów i dochodzisz do wniosku, że to z powodu dyskryminacji, a potem postanawiasz naprawić to dyskryminując.
W tym rozumowaniu są dwa błędy. Po pierwsze nie masz dowodów, że mało kobiet reżyserów jest wynikiem dyskryminacji. Po drugie chcesz użyć dokładnie tej samej rzeczy z którą twierdzisz, że walczysz.

Mysza • 11 months ago

Aha, czyli jeśli powiem "jesteś mizoginem i bucem ;)" to czy:
a) nie będzie to dla Ciebie obraźliwe, bo użyłam uśmieszku?
b) będzie stanowić fakt?
Jakoś wątpię.

Nazywam to wyrażaniem swojej opinii. Nie kokietujmy się - nie mam na tyle posłuchu, by do czegokolwiek "nawoływać".

Odwołuję się do treści jak i tonu Twoich dyskusji zarówno pod tym odcinkiem, jak i wcześniejszym. Jeśli nie zgadzasz się z moją interpretacją Twoich wypowiedzi - Twoje prawo.

Nie, w tym rozumowaniu nie ma błędów. Po pierwsze dlatego, że dowodów jest mnóstwo. Pierwszy z brzegu: http://fortune.com/2015/10/...
Po drugie: we've been over this - affirmative action ≠ positive discrimination.

Mój błąd polega na próbie dyskutowania z kimś, kto:
- ignoruje pytania dyskutanta (""skąd założenie, że nie byłyby dobrymi reżyserami/nie kręciłyby dobrych filmów?"),
- uparcie wmawia mu rzeczy, których nie miał na myśli ("nawoływanie do dyskryminacji")
- oraz wygodnie przemilcza zwrócenie uwagi na własne błędy w logice (parytety).
W takim wypadku pozostaje mi jedynie podziękować za dalszą rozmowę. Żegnam.

Konrad Murawski • 11 months ago

"Aha, czyli jeśli powiem "jesteś mizoginem i bucem ;)" to czy:
a) nie będzie to dla Ciebie obraźliwe, bo użyłam uśmieszku?
b) będzie stanowić fakt?
Jakoś wątpię."
nie masz powodów do nazwania mnie bucem, a ja miałem powody

te dwa pojęcia znaczą w praktyce to samo :)
https://en.wikipedia.org/wi...

"Po pierwsze dlatego, że dowodów jest mnóstwo"
na czym są oparte te twoje dowody? dokładnie na takim samym rozumowaniu, które tu przedstawiłaś - nie ma wielu kobiet reżyserów, a więc jest to dowodem dyskryminacji - dokładnie do takiego samego wniosku można dojść zadając pytanie dlaczego tak mało kobiet jest strażakami

"Mój błąd polega na próbie dyskutowania z kimś, kto:
- ignoruje pytania dyskutanta (""skąd założenie, że nie byłyby dobrymi reżyserami/nie kręciłyby dobrych filmów?"),"
odpowiedziałem na to pytanie:
""skąd założenie, że nie byłyby dobrymi reżyserami/nie kręciłyby dobrych filmów"
Nic takiego nie zakładam,"
zadałaś pytanie sugerujące, że ja coś zakładam - odpowiedziałem, że niczego takiego nie założyłem

Kamil Borek • 11 months ago

Skoro tak się uwziąłeś na te biedne strażaczki, to proszę:
https://www.i-women.org/wp-...

Konrad Murawski • 11 months ago

I co to ma niby udowodnić? Nie mów, że nie zrozumiałeś - wskazywałem na nierówności w innych zawodach i waszej hipokryzji, bo walczycie o "równość" wśród reżyserów. Zobacz te statystyki.
http://ec.europa.eu/eurosta...
Kobiety dominują w edukacji, ale mało ich w transporcie, górnictwie i budownictwie. Dlaczego nie walczycie o równość w tych kategoriach?

Kamil Borek • 11 months ago

Naprawdę nie rozumiesz? Ile razy mam tłumaczyć, że nie walczymy o to, żeby w zawodzie reżysera było 50% kobiet i 50% mężczyzn, tylko chodzi o równy DOSTĘP do zawodu. I tak jak wskazuje to badanie o strażaczkach, tak samo w filmie kobiety wielokrotnie napotykają dyskryminację, molestowanie, zamknięte kliki. Ty tutaj siedzisz i sealionujesz, żądając dowodów, które dostępne są na wyciągnięcie ręki. Tu jest jedno badanie:
http://annenberg.usc.edu/si...

A jest ich więcej. Nawet kiedy nie ma złej woli czy molestowania, kiedy zawód jest tak zdominowany przez mężczyzn, to nawet ci, którzy mają dobre intencje, częściej zatrudniają swoich znajomych, ludzi których znają, i statystycznie mężczyźni przyjaźnią się z mężczyznami. I to nie ma nic wspólnego z tym, kto jest najlepszy do pracy. Kobiety mogłyby być równie dobre a nawet lepsze na pewne stanowiska, ale po prostu nie dostają okazji. Wystarczy chwila w dowolnej korporacji, by zobaczyć, że większe znaczenie niż czyste kwalifikacje, maja różnego rodzaju znajomości. I dopóki nie stworzy się szansy dla kobiet i nie będzie o tym mówić głośno, to się nic nie zmieni. I nie chodzi o to, że teraz system wybrał najlepszych możliwych reżyserów i zupełnym przypadkiem okazało się, że są to mężczyźni. Gdzieś po drodze mogły zgubić się kobiety, które byłyby od nich lepsze, ale miały utrudnianą drogę, doświadczyły molestowania, albo po prostu nie znały odpowiedniego producenta, który wkręciłby je do biznesu. I problem jest właśnie w tym nierównym traktowaniu. Jeśli zniesiemy te sztuczne bariery i okaże się, że kobiet w filmie jest 10% to trudno, ale przynajmniej wszyscy będą mieli równe SZANSE, a to i tak będzie więcej niż obecne żałosne 2%.

Konrad Murawski • 11 months ago

"Ile razy mam tłumaczyć, że nie walczymy o to, żeby w zawodzie reżysera było 50% kobiet i 50% mężczyzn, tylko chodzi o równy DOSTĘP do zawodu"
zdefiniuj "równy dostęp do zawodu"

Kamil Borek • 11 months ago

Dobra, mam dosyć. Jeśli ta dyskusja ma polegać na tym, że ja coś tłumaczę, a ty tylko żądasz dowodów i definicji, to rzeczywiście to nie ma dalszego sensu.

Konrad Murawski • 11 months ago

zrozum, piszesz "nie 50% ale równy dostęp" czym sobie zaprzeczasz, bo "równy" oznacza dostęp 50% do 50%, tak więc pytam cię co rozumiesz przez "równy" ponieważ twoja definicja odbiega od ogólnego użycia tego słowa

Kamil Borek • 11 months ago

Nie, nie odbiega. Równy dostęp, to znaczy, że każdy ma tak samo łatwy dostęp. Serio, wystarczyłoby, żebyś wpisał równy dostęp w google. Równy dostęp do służby zdrowia, oznacza, że każdy ma takie same warunki korzystania z usług lekarza. Nie znaczy, że każdy będzie z nich korzystał równie często. Równy dostęp do edukacji oznacza, że każdy ma takie same warunki przyjęcia na studia, nie oznacza, że treba przyjmować według parytetu. Czy mam zdefiniować jeszcze jakieś podstawowe pojęcia?

Konrad Murawski • 11 months ago

"Ile razy mam tłumaczyć, że nie walczymy o to, żeby w zawodzie reżysera było 50% kobiet i 50% mężczyzn, tylko chodzi o równy DOSTĘP do zawodu"
"Równy dostęp, to znaczy, że każdy ma tak samo łatwy dostęp"
Opierasz swoje wywody na tym, że jest za mało kobiet, mówisz o równym dostępie, ale nie mówisz jak to sprawdzić czy już jest ten "równy" dostęp. Skąd wiesz czy teraz go nie ma? Jaki wynik cię zadowoli 60-40, 70-30 czy może 95-5? Nie można prowadzić dyskusji z kimś kto sam nie wie czego chce.

Kamil Borek • 11 months ago

Wrzucałem ci raporty, wskazujące, że kobiety borykają się z problemami, które nie dotyczą mężczyzn. Nie można prowadzić dyskusji z kimś, kto ignoruje rzeczywistość.

Konrad Murawski • 11 months ago

Jak to, że "kobiety borykają się z problemami, które nie dotyczą mężczyzn" uzasadnia dyskryminowanie tych ostatnich? Powiedzmy, że to prawda i że mężczyźni w przemyśle filmowym dyskryminują kobiety. Przychodzi młody chłopak, aby tam zacząć pracować i spotyka się z odmową, bo "pozytywna dyskryminacja". Jeżeli nawet tamci dyskryminowali jak uzasadnisz moralnie dyskryminację tego nowego? Karanie całej grupy mężczyzn za to co zrobiły jednostki jest objawem mizoandrii.

Poza tym nie odpowiedziałeś na pytanie: jaki procent cię zadowoli, jak będzie 30% kobiet reżyserów?

Kamil Borek • 11 months ago

OK, ja kończę, bo już to wszystko wyjaśniałem, czasami po dwa razy, jeśli nie chcesz zrozumieć, to nie zrozumiesz. Mam dość tej rozmowy.

Konrad Murawski • 11 months ago
Kamil Borek • 11 months ago
DeadSally • 11 months ago

zabraniajo mówić mama i tata...

Mysza • 11 months ago

Nie "zabraniajo". Ale, używając tej samej analogii, nie muszą tolerować argumentacji dziecka.

Kamil Borek • 11 months ago

Idź już sobie. Nie, nie jest to objaw mizoandrii. Jeśli ktoś uważa, że kobiety nie są gorsze od mężczyzn, to ich tak ogromne pominięcie w Hollywood jest objawem jakichś systemowych problemów.

Konrad Murawski • 11 months ago

Kobiety nie są gorsze od mężczyzn, ale jedni reżyserzy są gorsi od drugich - czemu nie wybrać najlepszego reżysera? Jakie znaczenie ma jego płeć?

Kamil Borek • 11 months ago

Bo znowu olewasz kontekst i mówisz o abstrakcie. W pojedynczym przypadku nie ma. Ale jeśli w Stanach 50% absolwentów szkół filmowych to kobiety, a tylko niecałe 2% ma możliwość reżyserowania wysokobudżetowych filmów to gdzieś jest systemowy problem.

Konrad Murawski • 11 months ago

Mężczyźni i kobiety idą różnymi ścieżkami kariery, różne rzeczy są dla nich ważne - pokaż mi zawód, w którym procent mężczyzn i kobiet jest chociaż w zbliżeniu równy temu, który masz w społeczeństwie.

Twoja argumentacja polega na dopasowaniu narracji do faktów: "mało kobiet jest reżyserami, a więc ktoś musi im to utrudniać". To logika typu wywaliłem się, a więc ktoś musiał mi podłożyć nogę ;-)

Ten mit był wyjaśniany wielokrotnie. Np. mówił o tym ekonomista Thomas Sowell w odniesieniu do ras - dlaczego rasy nie są równo reprezentowane w różnych zawodach. Te same fakty odnoszą się do płci.
https://www.youtube.com/wat...

Kamil Borek • 11 months ago

Nie mówimy o tym, że ma być 50-50. Ale jeśli tyle samo kobiet co mężczyzn chce robić karierę w filmie i kończy odpowiednią szkołę (co unieważnia argument o tym, że inne rzeczy są dla nich ważne) i nie mówimy o nierówności nawet rzędu 30-70, tylko 2-98, to trzeba naprawdę bardzo chcieć, żeby doszukać się w tym naturalnego rozkładu.

Konrad Murawski • 11 months ago

"Ale jeśli tyle samo kobiet co mężczyzn chce robić karierę w filmie i kończy odpowiednią szkołę"
tu właśnie popełniasz błąd - kobiety i mężczyźni nie chcą robić tej samej kariery i wybierają różne drogi

Kamil Borek • 11 months ago

Tak, na pewno kończą tę filmówkę w przygotowaniu do pracy w fabryce lalek i tak naprawdę wcale nie chcą pracować w filmie.

Konrad Murawski • 11 months ago

Sarkazm nie jest argumentem.
Czy każdy mężczyzna, który kończy filmówkę dostaje wymarzoną pracę? Znacie się na przemyśle filmowym. Wiecie jak duża jest tam konkurencja. Jednym z czynników, które różnią mężczyzn i kobiety jest rywalizacja.
Powiedz mi, czy tyle samo kobiet i mężczyzn w Polsce idzie na tą "filmówkę"? To jedna sprawa, druga to fakt, że rozmawiamy raczej o hollywood, gdzie ludzie uczą się fachu raczej robiąc niż studiując. Przykładem jest wielu aktorów, którzy zostali reżyserami. Tutaj też ciekawa sprawa - dlaczego tylu aktorów próbuje swoich sił jako reżyserzy, a robi to tak mało aktorek? Czy to nie jest dowód, że kobiety interesuje ten fach dużo mniej?

Majka • 11 months ago

Na pewno nie każdy, ale dysproporcja w tym wypadku jest GIGANTYCZNA. I może aktorki nie zostają reżyserkami z tego samego powodu dla którego kobietom generalnie jest trudniej robić karierę na takich stanowiskach w Hollywood - bo się urodziły KOBIETAMI a tym światem od lat rządzą mężczyźni, którzy najwyraźniej wciąż się boją, że okaże się że biedne, słabe kobietki potrafią robić coś tak samo dobrze jak oni.

Konrad Murawski • 11 months ago

dysproporcja w zawodach hutnika i strażaka też jest porażająca - będziesz walczyć o równe prawa dla kobiet do pracy w hutnictwie?